Do Gdyni udałem się, aby odwiedzić sławny już festiwal Gdynia design days, który interesował mnie ze względu na moją prace (jestem projektantem graficznym). Przy okazji tego wydarzenia postanowiłem trochę pozwiedzać Gdynię, choć muszę przyznać, że miałem bardzo ograniczony czas, więc nie udało mi się zobaczyć wszystkiego. Na krótką wyprawę z aparatem wyruszyłem w sobotę wieczorem oraz następnego dnia bardzo wcześnie rano. Pogoda dopisała w obu przypadkach, jednak klimat tych dwóch wypadów był zupełnie inny. Wieczorem na plaży miejskiej było pełno ludzi, przez co powstał hałas złożony z rozmów, śmiechu dzieci i muzyki ulicznych grajków. To wszystko miało swój pewny niepowtarzalny klimat, miło było zobaczyć szczęśliwych i beztroskich ludzi, spędzających swój wolny czas w tym pięknym miejscu. Jednak muszę przyznać, że dużo bardziej podobał mi się klimat towarzyszący porannemu spacerowi. Na plaże dotarłem przed godziną szóstą rano, słońce unosiło się ponad horyzontem, powietrze było wilgotne i świeże, a wszystkiemu towarzyszyła aura ciszy, spokoju i lekkości. Czuć było, że świat leniwie się budzi do życia. Na plaży było prawie pusto, spotkać można było kilku ludzi, którzy przyszli na wschód słońca, grupę młodych osób, które były tu przez cała noc czy też ludzi, którzy bieg lub jeździli na rowerach. To sprawiało, że wszystkiemu towarzyszyła niesamowita, wręcz magiczna atmosfera.

Krótka relacja zdjęciowa z Gdyni